Ballada o używanej książce i panu e-booku

Dawno, dawno temu, kiedy zaczynano skrobać hieroglify na ścianach jaskiń, nikt nie przypuszczał, że rodzi się właśnie archetyp książki. Kiedy człowiek wyprostował się do pełnego wzrostu, i homo sapiens zaczął posługiwać się wieloma językami, zaczęła się era kulturalna. Bardowie nadal krążyli od wsi do wsi, przekazując rozmaite historie. Kiedy ludzie wpadli na pomysł, by te historie spisywać, nadeszła era rękopiśmiennictwa. Po 1500 roku, dzięki Janowi Gutenbergowi nastąpiły czasy książki drukowanej. Tak jest do dziś.

Opowieści starej treści

Kiedyś, na dworcu kolejowym w Częstochowie był antykwariat z książkami. Jedni śpieszyli się na ten o 15:05, drudzy dopijali szybką kawę, a jeszcze inni buszowali po niewielkim, blaszanym sklepiku, w którym pachniało babcinym strychem i biblioteką z podstawówki. Można tam było za 5 zł kupić „Grona gniewu” Steinbecka, a za 1 zł poradnik o gotowaniu. Przekrój był ogromny, tak samo, jak różni byli klienci. Pamiętam, jak na drugim roku studiów spóźniłam się na pociąg. Wypiłam kawę i poszłam wertować pożółkłe strony. Dziesięć lat temu, w akademickiej bibliotece nie było piętnastu egzemplarzy „Procesu” Kafki. Miało się jeden na całą grupę i zawsze ktoś nie doczytał na czas. Jak wielkie było moje zaskoczenie, gdy krążąc po alejkach, zobaczyłam nie tylko tę książkę, jak również „Mitologię” Parandowskiego, która opierała się o poezje Asnyka. Nabywszy droga kupna za całe 9 zł wszystko, co wymienione wyżej, zadowolona z nienadszarpnięcia studenckiego budżetu, wsiadłam w następny pociąg do domu i otworzyłam „Do młodych” Asnyka. Stało tam o tym, że trzeba szanować przeszłość, bo dzięki niej zbudowaliśmy teraźniejszość. Szło to mniej więcej tak:

Ale nie depczcie przeszłości ołtarzy,

Choć macie sami doskonalsze wznieść;

Na nich się jeszcze święty ogień żarzy,

I miłość ludzka stoi tam na straży,

I wy winniście im cześć!”[1]

Wtedy, nie przypuszczałam, że za dziesięć lat studenci będą czytać książki bez lampki nocnej w akademiku. Otworzą tylko tablet i „Nad Niemnem” pokaże się na jasnym ekranie. Wracając do Asnyka: gdyby nie powstała książka, czy nie powstałby e-book? Jasne, że nie. Kwestia wyboru nośnika czytanego dzieła zależy od tego, kiedy urodził się człowiek. Owszem, można być nowoczesną babcią i czytać Andersena wnukom z e-booka i można być hipsterem pokolenia, „Z”, który przewraca papierowe strony w parku. Tak samo, jak w latach 80-tych noszono wielgachne magnetofony na ramieniu, tak  piętnaście lat później trąciło to myszką. Ludzie pozakładali słuchawki i przeszli w tryb offline. Historia jednak lubi się powtarzać, więc o ile zachłyśnięcie się technologią było, to śmiało można stwierdzić, że trochę minęło. Coraz częściej widzę dzieciaki na longobardach i chłopców grających w nogę na osiedlu. Tak samo sprawa ma się z książkami i e-bokami.

antykwariat

 

Chodzę, bo lubię

Co jest takiego w antykwariatach z książkami, że przebywanie tam sprawia nam radość?

Po pierwsze: klimat. Osobiście, kiedy wchodziłam do biblioteki, przepadałam na kilka godzin. W czasach nastoletnich to był inny świat, który pokazywał mi z każdej półki, jak wiele jest do poznania. Ta pokusa posiadania wiedzy nie jest dedykowana wszystkim. Ja ją bardzo dokładnie pielęgnowałam.

Po drugie: nie musisz wypożyczać. Sklepy z używanymi książkami mają niewątpliwą przewagę nad bibliotekami: w bibliotece nie możesz mieć książki na stałe! Za to w antykwariacie, za kilka złotych możesz stać się posiadaczem wyjątkowych egzemplarzy.

Po trzecie: eksploruj nieznane! Wizyta w takim miejscu, gdzie z każdego kąta wylewa się wprost na Ciebie niezliczona ilość nienabytej wiedzy, mnogość bohaterów i ich nieznane historie, sprawia, że człowiek ginie w innym świecie. Ten świat jest spokojny i nienatarczywy. Nikt nie atakuje Cię reklamami z  krzyżykami nie do zamknięcia. Nikt nie hejtuje, nie klnie, nie zmusza do kupna tu i teraz. Książki leżą spokojnie. Jedyne, czym mogą Cię skusić, to sobą. Używana książka nie jest niczym szczególnym. Być może kupisz ją, bo obiło Ci się o uszy, że warto wiedzieć, jak wrażliwy był Keats czy Byron. Być może kupisz ją, bo ktoś zainteresował Cię tematem majsterkowania, a Ty nie znasz ani jednej książki Adama Słodowego i Ci wstyd. Być może kupisz ten egzemplarz „Pana Tadeusza”, bo uznasz, że warto zbierać domową biblioteczkę i nie będziesz wiedział, że to wydanie stało pięćdziesiąt lat temu na półce w domu, gdzie student szedł na strajk. Nigdy nie dowiemy się, co książki widziały i w czyich rękach były przed nami. Czytając takie perełki, można w nich znaleźć zasuszone kwiaty, albo kawałki listów ludzi z minionych lat. Książkowe second-handy, to miejsca skupiające niemych świadków ludzkich historii, których możesz być częścią, kiedy tylko na chwilę będziesz offline.

 

OPINIE - 0 opinii

Co Ty o tym sądzisz?
jeszcze nie ma żadnej opinii!

GAZETKI PROMOCYJNE